Relacja uczestnika (po warsztacie poziom 1 w październiku 2019)

Dla mnie to bardzo ważne przeżycie. Każdego dnia następowały coraz trudniejsze ćwiczenia. Już pierwszy dzień był dla mnie bardzo trudny, gdy trzeba było tańczyć w jurcie. Odczuwam strach przed negatywną oceną innych ludzi. Przed pokazaniem się takim jakim jestem. W wersji bez upiększeń i poprawności. Dlatego ciężko było mi zacząć tańczyć. Przed rozpoczęciem tańczenia w głowie miałem myśli, że inni będę na mnie patrzeć i w duchu śmiać się ze mnie albo negatywnie odbierać. No, ale skoro przyjechałem na warsztaty, to nie po to, by nic na nich nie robić. Dlatego zacząłem tak jak potrafiłem, czyli przeszedłem się po prostu po sali, by ją poczuć. By ją ogarnąć. Następnie zacząłem dość nieśmiało. Żeby chociaż zrobić jeden krok. Później pomyślałem, że skoro umiem skakać na skakance, to mogę chociaż wykonywać te ruchy. Byłem też dwa razy na zajęciach z salsy i w domu powtarzam trochę kroków, więc z tego też będę mógł korzystać. No i poszło. Każdy krok w tańcu ośmielał mnie coraz bardziej aż do tego stopnia, że blokady z głowy puściły i mogłem użyć całej skumulowanej w sobie energii, by sobie poszaleć w tańcu. Przynosiło mi to radość i odprężenie.

W kolejnym dniu były ćwiczenia ze zdjęciami. Wtedy coś we mnie pękło i pojawiły się łzy. Powrócił ból i tęsknota w związku ze śmiercią taty, gdy nie miałem skończonych 14 lat. Tom powiedział mi, że tata mnie opuścił z czym się nie zgodziłem, bo przecież to był wypadek samochodowy a nie jego decyzja o odejściu. Później do mnie dotarło, że nie chodzi tutaj o opuszczenie obiektywne tylko subiektywne. Że w moim sercu czuję się opuszczony. Nigdy wcześniej tego nie rozumiałem. Nikt do tej pory nie był w stanie naprowadzić mnie na to. Żaden psychoterapeuta. Teraz to rozumiem, że głęboko w sobie mam uczucie żalu wywołane opuszczenie, z którego chcę się oczyścić. Uważam tak jak powiedział Tom, że to blokuje mi drogę do rozwoju męskiej energii. Tego dnia zrozumiałem też, że kobiety najbardziej w nas cenią, że mamy jaja. Że chcą być blisko tej energii. Że nie oczekują od nas, a wręcz nie chcą postaw uległych, czy nawet koleżeńskich. Ich najbardziej właśnie interesuje ta męska energia dzięki, której same mogą się rozwijać.

W sobotę pierwszy raz medytowałem z opaską na oczach przez godzinę w grupie. Już wcześniej medytowałem, ale nie zdając sobie z tego sprawy. Wyłączałem się z rzeczywistości i swoją uwagę kierowałem do środka. A zewnętrzny świat jedynie obserwowałem bez starania się zrozumienia go. Na przechodzących ludzi, przedmioty dookoła. W medytacji przeszkadzały mi myśli w głowie, że jestem obserwowany i oceniany przez organizatorów. Że muszę się starać wypaść dobrze w ich oczach. Raz udawało mi się odsunąć od tych myśli a innym razem mi one przeszkadzały. Jednakże w trakcie medytacji dotarły do mnie dwie ważne rzeczy. Pierwsza to, że żyję po to, by zadawalać swój umysł. By sprawiać, by czuł się on komfortowo. Jak to się objawiało. Umysł szuka aktywności, ciekawości, energii. Gdy robiłem rzeczy, które dawały poznanie i zrozumienie, to umysł był zainteresowany, akceptował je i miał z nich radość. Natomiast, gdy przy robieniu jakichś rzeczy umysł był zniechęcony, bo już poznał jakieś rzeczy, to domagał się ode mnie ich zakończenia. Krótko mówiąc umysł mówił nudzę się. Przestań to robić i daj mi rozrywkę. Druga rzecz, którą do mnie dotarła, że bardzo często przekrzywiam głowę w lewą stronę. To kierowanie się ku lewej, analitycznej półki. To może oznaczać, że logika ma pierwszeństwo. Zmieniłem ułożenie głowy. Starałem się trzymać ją prosto i to ograniczyło działanie umysłu.

Bardzo trudnym doświadczeniem było dla mnie ćwiczenie z uderzaniem i głaskaniem. Bardzo trudne. Szczególnie uderzanie. By nie uderzyć za słabo i jednocześnie, by uderzyć z serca a nie z agresji. Włączyło mi się wkurzenie na partnera, gdy parę razy pod rząd poczułem jego uderzenia. Musiałem odczekać jakiś czas, by nie przerodziło się to w złość i w agresję. Musiałem uwolnić to zdenerwowanie z siebie. W tym ćwiczeniu starałem się wydobywać wszystko z serca wyłączając umysł. Świetne ćwiczenia, ale bardzo obciążające energetycznie. Przejmowałem się, by dobrze je wykonać. Spinałem się z tego powodu i jednocześnie musiałem sięgnąć do serca. To energetycznie bardzo, bardzo wyczerpywało. Jednakże w pewnym momencie ćwiczenia poczułem zupełny spokój. I to było wspaniałe. Przestałem się przejmować, że coś może mi pójść nie tak. I wtedy o wiele łatwiej było mi uruchamiać serce. Umysł już się przestał wtrącać do tego co robi serce.

Wnioski po warsztacie i kierunki pracy, to przede wszystkim oprócz pracy z męską energią, to przestawienie się z „rozumienia” na „bycie”. Chodzi o to, że dotychczas całą swoją energię i czas poświęcałem, by rozumieć (archetyp magika) a teraz już tego nie chcę i wolę być kosztem tego, że nie rozumiem, że nie wiem. Dwa to praca nad strachem przed negatywną oceną. Na warsztatach bardzo wyraźnie dostrzegłem to w sobie. Gdzieś pewne rzeczy się odblokowały (taniec, krzyczenie, nagość), ale chcę więcej. Wchodzenie w strach i oczyszczanie się z niego bardzo rozwija. Korzystam z metody Davida Hawkinsa. Dzięki koledze poznałem tą metodę. I on pomagał mi ją stosować. Dla mnie jest najbardziej skutecznym narzędziem do tej pory. Jeszcze ho’oponopono oraz metoda odwracania myśli Katie Byron.

Dobrej nocy

…. ciąg dalszy….

Jakie jest twoje wewnętrzne odczucie w relacji do twojej męskości ? Czuję się z nią o wiele bardziej zintegrowany niż wcześniej. Dobrze się z nią czuję. Akceptacja. Zrozumienie. Spokój. Czuję prawdziwy i rzeczywisty. Nie mam tego zagubienia i szukania odpowiedzi na pytanie kim jestem. Potwierdzania się na zewnątrz. Wcześniej miałem sporo obaw co do tego, że jestem chłopcem. Owszem dojrzałość i rozumienie życia miałem przed warsztatami, ale wielokrotnie czułem się chłopcem w relacji do dziewczyn. Póki co to jeszcze trudno diagnozować mi dokonanie zmiany. Jednakże dzisiaj kupując ziemię do kwiatów w kwiaciarni zauważyłem zupełnie nową reakcję kobiety na siebie. Tego nigdy wcześniej nie dostrzegłem. Mimo, że miała obrączkę na palcu, to czułem jak jej kobieca energia promieniowała. Było to bardzo miłe.

Czy jest jakaś różnica w sposobie jaki widzisz świat? Jest to temat trudny dla mnie. Życie przed warsztatem sprowadzało się do życia maga, czyli szukania zrozumienia w świecie, poznawaniu i zdobywaniu wiedzy. Mag trzyma się na dystans od aktywnego życia i ludzi. Woli obserwację niż uczestnictwo. Dostrzegłem to podczas warsztatów. Poczułem, że bardzo wiele tracę przez taką postawę. Co z tego, że będę mądry i tyle rzeczy wiedział i rozumiał skoro nie będzie już miejsca na inne rzeczy, które niesie życie. Lepiej nawet nie wiedzieć a cieszyć się wieloma aspektami życia niż tylko wiedza. Dlatego zmieniła mi się postawa życiowa z „rozumieć” na „być”. Medytacja świetnie w tym pomaga.

Hou!!!

…..ciąg dalszy…..

Jeśli możesz, to przekaż Tomowi, że ma bardzo dobrą intuicję i jestem pod ogromnym wrażeniem jego intuicji. Podczas warsztatów była taka zabawa, która polegała na odgadywaniu tego co się pomyślało. Liczba, kolor, figura, marka samochodu. Gdy pomyślałem jakąś rzecz, którą pozostałe osoby miały zgadnąć, to jednocześnie pojawiła się we mnie chęć, by nikt tego nie zgadł mimo, że odpowiedź powtarzałem w myślach. Tom wyczuł to. I to mnie bardzo zaskoczyło.

Oprócz tego mogę jeszcze dodać, że ćwiczenia były wyczerpujące podczas warsztatów. Zwłaszcza wtedy, gdy trzeba było się skupić i użyć serca. To wcale nie było takie łatwe.

Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale rozpraszało mnie myśl bycia ocenianym przez Wasz zespół. Oczywiście bycia ocenianym negatywnie. Ta myśl przeszkadzała się dobrze koncentrować. Jednakże chyba drugiego albo trzeciego dnia dotarło do mnie, że to mi nie zagraża. Bo skoro nikt nie został z uczestników oceniony publicznie przez zespół, to dlaczego ja miałbym być tak oceniany.

Jeśli możesz to podziękuj Tomowi za odpowiedź na webinarze. Zapytałem o to jak można się ochronić, gdy przed atakami, gdy otworzy się serce. Tom odpowiedział, że nie trzeba się chronić. Że trzeba umieć wybaczać. Serce, które wybacza nie potrzebuje się chronić. Świetna odpowiedź.

Korzystam z wielu rzeczy po warsztatach. Z medytacji, a także z „hou”. We wtorek, gdy biegałem i gdy trochę już zacząłem opadać z sił krzyknąłem sobie parę raz i nabrałem energii. Tak samo na treningu na boksie. Zacząłem uderzać krzycząc „hou”. Też w sytuacji, gdy brakowało mi energii. To zawołanie dodaje energii. Dzisiaj, gdy jechałem na wieś po jajka paru kierowców jechało po chamsku. To mnie wkurzyło. Pojawiło się w środku złość i agresja. By ją uwolnić zacząłem krzyczeć. Chodzi o to, by jej w sobie nie kumulować, gdyż jest toksyczna. Pomogło.

Spotkanie z Izą bardzo dużo mi dało. Zrozumiałem dlaczego nie wychodziły mi relacje z dziewczynami. Chciałem od nich uzyskać to czego nie dała mi mama w dzieciństwie, czyli pozytywnych uczuć. Teraz staram się poprawiać relację z mamą. Gdy ta relacja była zła, to doświadczałem z jej strony wykorzystywania emocjonalnego, szantażu emocjonalnego, wymuszania, obwiniania, sprawiania, abym miał wyrzuty sumienia, gdy coś nie będzie po jej myśli. Postawiłem się dwa albo trzy razy i powiedziałem mamie, że źle mnie traktuje, że chodzi jej tylko o uzyskanie własnych korzyści moim kosztem. Było ciężko. Zrobiłem to przez telefon chociaż mieszkamy blisko siebie. Ale zadziałało. Mama zrozumiała. Od tej pory już to się nie dzieje. Mama jest dla mnie miła plus jest bardzo zadowolona ze zmian mentalnych we mnie. Jakieś 4-5 tygodni temu zrobiłem ćwiczenie ho`oponopono w związku z mamą dzięki, któremu dostrzegałem, że mnie kocha, czemu wcześniej zaprzeczałem i że niesłusznie ją oskarżałem w przeszłości. Teraz pracuję nad tym, by otworzyć swoje serce na nią. Stosuje świadomy oddech, którego nauczyłem się na warsztacie i koncentruje się na sercu, by nim przemawiać a nie głową. To robię, gdy idę do mamy.

W niedzielę rano już w zasadzie nic mi się nie chciało robić. Chciałem odpocząć. Nie czułem w sobie energii. I wtedy były ćwiczenia oddechowe w parach. Wzajemne przekazywanie sobie energii wraz z oddechem. Myślałem, że już nic ze sobie nie wydobędę. Że moje zasoby energii wyczerpały się. A tu zaskoczenie. Wraz z robieniem ćwiczenia energia we mnie wzrastała. I to nie wiadomo skąd.

Męska energia wzrasta, gdy podejmuje się wyzwania wraz z innymi mężczyznami. W zeszłym roku poszedłem jedyny raz na ekstremalną drogę krzyżową. Szliśmy 42 km w nocy w dosyć trudnych warunkach. W czasie drogi obowiązuje cisza. Od któregoś momentu szedłem krok w krok z młodszym od siebie księdzem. Czułem jego energię dzięki czemu we mnie się też wydzielało więcej. Coś jakby wspólne złączenie duchowe. Oczywiście oprócz tego trudu taka droga krzyżowa to niezapomniane przeżycie duchowe.

Hou!